Odpowiadamy na Wasze niekończące się pytanie....

Dlaczego nie mogę przeczytać rozdziału? Co to za plik .mobi? O co w tym wszystkich chodzi jak to ugryźć?

Już odpowiadamy!

Chcemy zabezpieczyć się przed udostępnianiem mang nad którymi pracujemy na innych stronach, nie podoba nam się ich sposób działania i dlatego też stopniowo zmieniamy wszystkie wydane przez nas rozdziały na plik .mobi.

Misiojda przygotowała dla Was super krótki poradnik jak czytać używając programu Mobipocket (pobierz TU)


8 komentarzy:

  1. To zrozumiałe, że chcieliście się zabezpieczyć, kradzież cudzej pracy jest bardzo nie w porządku. Program nie jest jakiś super wygodny w użytkowaniu ale da się przeżyć, niestety nie znam innego ;( Mam tylko jedno zastrzeżenie co do pracy, mianowicie, ten okropnie wielki znak wodny o zabranianiu rozpowszechniania bez zgody tłumacza, czy jest możliwość umieszczać go w innym miejscu, albo przynajmniej odrobinę zmniejszyć? Na wielu stronach panele są tak ułożone, że zasłania dialogi w dymkach ;(
    Bardzo dziękuję za wasz czas i poświęcenie włożone w tłumaczenie tego tytułu, robicie to świetnie,czekam na dalsze rozdziały <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, przeczytałam wpis informacyjny, cofam swoją wypowiedź co do znaku wodnego, całkowicie to szanuję, może kiedyś jak uznam, że zasługuję na poproszenie o wersję bez, to napiszę z chęcią, jeszcze raz dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre rozwiązanie... Ale dla pewnego, niewielkiego środowiska. Jednocześnie to zamykanie drzwi dla pozostałych, tj. większości.
    Ludzie dzisiaj są zestresowani, są leniwi. Znajduję dobry przykład tej sytuacji, w czasie wystaw. Jeśli stoły z materiałem są zainstalowane przy trakcie, równolegle do niego - wtedy cieszą się relatywnie stałą popularnością. Jeżeli jednak któryś stół skręci w bok, odejdzie od ścieżki, wówczas bardzo niewielka część przechodzących będzie zainteresowana nim i jego zawartością. Sytuację tę może zmienić mocna kontrastowość, efekty. Coś prostego, co zwróci uwagę, lecz zarazem nie będzie stawało kołkiem w gardle. Statystyczny czytelnik jest przyzwyczajony do marchewki. Wpisuje adres, klika dwa razy i ma wszystko on-line. Chowanie treści za procesami rejestracyjnymi oraz dodatkowym oprogramowaniem, będzie działać jak sitko, zatrzymując część ruchu. Dobre dla hobbystów, dla klubów, lecz stojące w sprzeczności ze standardami.

    Myślałem o rozwiązaniach. Jednym z nich mogłaby być długofalowa reklama. Zaopatrywać tłumaczenia w nieinwazyjne stemple. Nie w formie blokującej treść oryginalną (gdyż jest to ingerowanie w sztukę). Rzecz ma być widoczna, lecz subtelna oraz nieść ze sobą sugestię. Nazwa grupy oraz jej adres. Podstawa marketingu, czyli wyrobienie w środowisku konsumenckim opinii nt. danej marki. Zamiast wyć do księżyca, o krzywdzie i niesprawiedliwości, trzeba rzecz przełknąć, zaakceptować i możliwie wykorzystać. Tym samym trzeba mieć chociaż jakąś domenę, a nie posługiwać się gotowcami. Lepsza adresówka dedykowana, niż kawałek kartki wyrwanej naprędce z zeszytu.

    Ideałem byłby swoisty konglomerat małych grup. Realna współpraca, a zatem współdzielenie wysiłków i plonów. Batoto stanowi fasadę podobnej myśli, nie spełnia się bowiem na najniższym poziomie, czyli konsumenckim. Nie w Polsce. Skoro osoba chce mieć mangę w języku rodzimym, nie będzie się rejestrować w obcojęzycznym serwisie, którego google nie wyświetla od ręki - to oczywiste.

    Konsorcjum musiałoby działać w kraju.

    [uschły]

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy będę mógł skorzystać z tego na tablecie i innych urządzeniach tego typu?? Ewentualnie proponuję pomyśleć o jakimś reader podobnych jakie stosują inne grupy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na innych urządzeniach proponuję w google wpisać: program czytnik mobi - i pobrać odpowiedni program.
      Zapraszamy w szeregi, jeśli umiesz postawić czytnik.

      Usuń
    2. No trudno poszukam jakiegoś programu. Osobiście nie jestem za dobry jeżeli idzie o programowanie i tworzenie jakiś stron :(

      Usuń
    3. No to widzisz, to tak, jak ja. Ja umiem tylko mangi "robić" xD

      Usuń